7 grudnia 2011

Chłopiec co nie jada śniadań.*

Nie jest dobrze. Nie jest nawet w połowie tak dobrze jak chciałabym żeby było. Minęło wiele miesięcy ale mnie nic nie minęło. Wszystko wraca do stanu poprzedniego, tak jakbym była tu zawsze. Ostatnimi czasy, jakoś od dwóch, trzech tygodni towarzyszy mi chroniczne zniechęcenie, odrętwienie i senność. Zamykam się w gronie kilku osób, nie chce mi się odzywać, starać, już za dobrze się znamy, żeby nie odczuwać wstydu. Szaro naokoło, samochody rozjeżdżają grudy brudnego śniegu i rozchlapują kałuże. Szaro we mnie, zakładam płaszcz i idę w szary świt. I tak codziennie. Staram się, ślęczę nad książkami. Nerwy, mięśnie, chemia, biologia komórki, łacina. Ciągle gdzieś się spieszę, ciągle robię coś w ostatniej chwili, żyję w narastającym stresie i poddenerwowaniu. Jest tak samo jak przedtem, tylko moje podejście się zmieniło. Wszystko spowszedniało. Ludzie, piątkowe wyjścia, mięso z formaliny, wszystko. Powinnam zmieniać miejsca co kilka miesięcy, nie nadaję się do życia w jednym i tym samym. Zmieniać miejsca, ale mieć jeden bezpieczny port, o kącie ramion 90 stopni. I nie byłby głodny i nie zasypiałby na wykładzie (i wiedziałby co przedstawia elektronogram i że to nie podocyt też wiedziałby). Marzę sobie, że jedlibyśmy razem zrobione przeze mnie kanapki (koniecznie w specjalnym pudełeczku), że piekłabym co rusz coś nowego, że kupiłabym szalik, taki strasznie ciepły a później sama bym go nosiła, że ślady na śniegu byłyby wreszcie podwójne. Zimowe spacery, zmarznięte policzki i uciekanie do domu żeby napić się herbaty i schować pod koc i robić strasznie miłe rzeczy razem. Nigdy przedtem nie czułam się tak samotna jak teraz, w sensie ja+ty. Obce miasto jednak jest okrutne, nie ma litości i  nie ma też oparcia. W nikim. Każdy ucieka do swoich spraw, nawet gdy spotykamy się po zajęciach jest to raczej płytkie, chwilowa wymiana myśli i znów kolejny tydzień. Upić się, potańczyć, proszę bardzo. Problemy? Dziękuję, zmieńmy temat i czym ty się w ogóle przejmujesz. Potrzebna jest jakaś konkretna osoba. Konkretna osoba z mojej wyobraźni. Jestem zbyt wybredna, zbyt niezdecydowana, zbyt dużo chciałabym dostosować do swoich oczekiwań. (Nie pozwól żeby strach przed działaniem wykluczył cię z gry, a wg Beaty ... przesłonił ci cel - też dobre). To sprawia, że zanim zrobiłabym śniadanie byłby już wieczór.

* K., co za zgodność inicjałów.

3 komentarze:

  1. "Problemy? Dziękuję, zmieńmy temat i czym ty się w ogóle przejmujesz." - to najbardziej irytuje mnie w studentach i studiowaniu... Ta płytkość.

    OdpowiedzUsuń
  2. co Ci mogę powiedzieć oprócz tego, że takich "samotnych w sensie ja+ty" jest więcej. Jestem jedną z takich dziewczyn. Obce miasto na mnie czeka, pełno egzaminów, również tych życiowych. A co ja robię?
    Siedzę na zupie.
    Markotna [kurz-pod-lozkiem]

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, Markot. Ja też. Siedzę na Zupie. Ten tekst jest już u mnie bardziej popularny niż 'siedzę na koniu'. Smutek...

    OdpowiedzUsuń