Sama nie wiem jak to się stało, kiedy to się stało, w którym momencie, czy od pierwszego, drugiego czy trzeciego wejrzenia. Nie potrafiłam tego kontrolować, udawało mi się zbyt długo. Stało się i już. I to widać. Choć bardzo się staram żeby nie było widać. Musi to wyglądać komicznie. Bo i komiczne jest to uczucie, które ledwie pamiętam sprzed trzech czy czterech lat. Widzę go i moje serce zaczyna tłoczyć krew do wszystkich zakamarków ciała, mózg zaczyna obmyślać szalone kombinacje słów i śmieję się jak nienormalna. Nie zdawałam sobie sprawy, że to ma się wypisane na twarzy, w oczach, w gestykulacji, nawet jeśli werbalnie nie zakomunikujemy ani słowa związanego z tym, co czujemy. Kiedy dzisiaj ktoś mnie o to zapytał spąsowiałam i zaczęłam się śmiać. Bardzo dobre posunięcie...
Zżera mnie zazdrość o każdą dziewczynę z którą rozmawia, powoli przeistaczam się w kogoś innego byleby tylko pasować do tej układanki, nienawidzę każdego z kim przebywa i kto nie jest mną. Siebie też po trochu nienawidzę. (Oh, it's okay. I wouldn't want me either) Czy życie nie mogłoby być odrobinę łatwiejsze? Czy mogłabym raz, ten jedyny raz trafić na odpowiednią osobę, czy nie może to zadziałać na zasadzie akcja-reakcja?A przecież tak chciałam, żeby wreszcie w moim życiu coś się poruszyło. No to proszę, niech leci na łeb na szyję.
Nic to, nic. Przejdzie mi. Ostatnimi dniami wprost marzę o zamienieniu się w bezuczuciową maszynę do nauki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz