11 września 2011

Five-o-five


Frightened by the bite though its no harsher than the bark,
The middle of adventure, such a perfect place to start.


Dzisiejszy dzień w aurze tej piosenki.

W domu zamieszanie związane z moją przeprowadzką (wyprowadzką?), na łóżku żelazko i żółty komplet ceramiki. Wszystko to śliczne, tylko, że ja nie chcę, jeszcze nie za trzy tygodnie. Jeszcze trochę...
Wielki wysiłek sprawia mi napisanie wiadomości. Trzysta sześćdziesiąt (360) znaków to i nawet za dużo. Siedzę więc sama i zamartwiam się niewiadomym wpadając w coraz to większą rozpacz i marazm. Dramatycznie łaknę kontaktu z innymi,  nawet tej udawanej wesołości, za którą potem mam do siebie pretensje. Nawet za jakimś moim nieszczęściem mi się tęskni. Za późno, wszystko już przedawnione. Tak. Chciałabym, żeby Małpki śpiewały o mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz