Do prognoz na życie dołączam: czarnego, wielkiego Cocker Spaniela łamane przez czarnego labradora.
Dziwaczeję tutaj, ale czy nie piękniej byłoby dziwaczeć pośród tak ślicznych stworzeń? Mrrr.
21 listopada 2011
12 listopada 2011
5 listopada 2011
Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?
Wszystko zaczęło się od tej książki. Spieraliśmy się w trójkę, on zaprzeczał, ja nie mogłam (nie chciałam) uwierzyć, ona stała twardo przy swoim.
Miła Dziewczyna:
- jest na każde zawołanie
- czeka na przystanku aż przyjedzie jego autobus bo nie może się z nim rozstać
- gdy się widzą idzie wszędzie tam, gdzie on, niezależnie od tego, czy ma naukę, czy nie wolałaby wrócić do siebie, czy chce jej się spać/pić/jeść.
- pamięta o jego urodzinach: dzwoni z życzeniami i wydaje pół pakietu minut plus wszystko co ma na koncie
- piecze mu czekoladowe muffinki z kandyzowaną wisienką na wierzchu co zabiera jej cały wieczór i pół nocy
- rozczula się nad nim, gdy jest chory
- pożycza mu zeszyty i materiały
- marudzi i zrzędzi
- mówi, co czuje
Zołza (nie chodzi tu o wredne babsko tylko o osobę, która jest niezależna, zna swoją wartość, mówi to, co myśli i robi to co chce, jest zadziorna, ma poczucie humoru i życzliwy charakter):
- nie robi absolutnie niczego z powyższych,
- po czterech dniach od jego urodzin: Miałeś urodziny?! Wszystkiego najlepszego!
- idzie zawsze w swoją stronę
- jest niezależna
- szanuje swój czas
Co robi on? Ignoruje Miłą i nocuje u Zołzy. Miła wraca sama do mieszkania po obejrzeniu horroru w kinie, powyżsi mają na nią totalnie (nie bójmy się użyć tego słowa) wyjebane.
Nie wiem, może wypiłam za mało, nie miałam też okazji z nim porozmawiać sam na sam. Powiedziałam mu tylko, że jest idiotą i że go nienawidzę (nienawiść to nie jest przeciwieństwo miłości... !!! Masz rację, jesteś mi obojętny) kiedy namawiał mnie żeby iść z nimi do kina klejąc się do mnie i obściskując. Uległam. A mogłam wrócić, mogłam tego nie przeżywać po raz drugi. Mogłam nie wracać nocnym autobusem czując się jak na ostrzej delirze, będąc całkiem trzeźwą, ze łzami porzucenia w oczach. Mogłam godnie odejść a jak zwykle zostałam stając na rzęsach i biegając za nim jak pies. Jestem wściekła na siebie bo w ogóle się nie szanuję, nie znam swojej wartości i daję sobą pomiatać.
Ale teraz koniec. Jeśli myśli, że ciągle będę przy nim, niezależnie od tego jak będzie się wobec mnie zachowywał, myli się. Muszę być silna, muszę myśleć o sobie, muszę być dla siebie czuła. Bo inaczej zawsze już tylko będę matką i babcią, która się stara nie otrzymując nic w zamian.
Nie chcę być zołzą, nie jestem B. i nigdy nią nie będę.
Zależy mi na nim a on wybiera tą zdzirowatą ZOŁZĘ (prawdziwe znaczenie tego słowa), która obściskiwała by się z każdym, która chce wejść w układ friends with benefits, która jest odrażająca, której nienawidzę.
I nie będę układała sobie życia według jakiejś popierdzielonej książki. Która jak widać ma rację...
Miła Dziewczyna:
- jest na każde zawołanie
- czeka na przystanku aż przyjedzie jego autobus bo nie może się z nim rozstać
- gdy się widzą idzie wszędzie tam, gdzie on, niezależnie od tego, czy ma naukę, czy nie wolałaby wrócić do siebie, czy chce jej się spać/pić/jeść.
- pamięta o jego urodzinach: dzwoni z życzeniami i wydaje pół pakietu minut plus wszystko co ma na koncie
- piecze mu czekoladowe muffinki z kandyzowaną wisienką na wierzchu co zabiera jej cały wieczór i pół nocy
- rozczula się nad nim, gdy jest chory
- pożycza mu zeszyty i materiały
- marudzi i zrzędzi
- mówi, co czuje
Zołza (nie chodzi tu o wredne babsko tylko o osobę, która jest niezależna, zna swoją wartość, mówi to, co myśli i robi to co chce, jest zadziorna, ma poczucie humoru i życzliwy charakter):
- nie robi absolutnie niczego z powyższych,
- po czterech dniach od jego urodzin: Miałeś urodziny?! Wszystkiego najlepszego!
- idzie zawsze w swoją stronę
- jest niezależna
- szanuje swój czas
Co robi on? Ignoruje Miłą i nocuje u Zołzy. Miła wraca sama do mieszkania po obejrzeniu horroru w kinie, powyżsi mają na nią totalnie (nie bójmy się użyć tego słowa) wyjebane.
Nie wiem, może wypiłam za mało, nie miałam też okazji z nim porozmawiać sam na sam. Powiedziałam mu tylko, że jest idiotą i że go nienawidzę (nienawiść to nie jest przeciwieństwo miłości... !!! Masz rację, jesteś mi obojętny) kiedy namawiał mnie żeby iść z nimi do kina klejąc się do mnie i obściskując. Uległam. A mogłam wrócić, mogłam tego nie przeżywać po raz drugi. Mogłam nie wracać nocnym autobusem czując się jak na ostrzej delirze, będąc całkiem trzeźwą, ze łzami porzucenia w oczach. Mogłam godnie odejść a jak zwykle zostałam stając na rzęsach i biegając za nim jak pies. Jestem wściekła na siebie bo w ogóle się nie szanuję, nie znam swojej wartości i daję sobą pomiatać.
Ale teraz koniec. Jeśli myśli, że ciągle będę przy nim, niezależnie od tego jak będzie się wobec mnie zachowywał, myli się. Muszę być silna, muszę myśleć o sobie, muszę być dla siebie czuła. Bo inaczej zawsze już tylko będę matką i babcią, która się stara nie otrzymując nic w zamian.
Nie chcę być zołzą, nie jestem B. i nigdy nią nie będę.
Zależy mi na nim a on wybiera tą zdzirowatą ZOŁZĘ (prawdziwe znaczenie tego słowa), która obściskiwała by się z każdym, która chce wejść w układ friends with benefits, która jest odrażająca, której nienawidzę.
I nie będę układała sobie życia według jakiejś popierdzielonej książki. Która jak widać ma rację...
2 listopada 2011
Paradoksy.
Nie rozumiem. Tak, świat jest pełen paradoksów, a ludzie są ich składowiskiem. Ale nie rozumiem. Spędzamy ze sobą masę czasu. W poniedziałek rozmawialiśmy przez telefon godzinę dwadzieścia minut. O wszystkim, o niczym też trochę. Dziś napisał. Raz, drugi. Więc myśli o mnie. Albo nie ma nikogo innego do kogo mógłby napisać. No dobrze. Załóżmy że myśli (to jest ta optymistyczna wersja). Ale co z tego wynika i jaki to ma wpływ na nasze relacje? Przez chwilę myślę sobie: TAK!!!, a zaraz potem następuje rozczarowanie. Czuję się jak Syzyf, taszczę ten kamień pod górę, ale w ogóle nie ma efektów i znowu budzę się na dole. Dobrze, będę cierpliwa, jestem cierpliwa. Ale też nie wiem, czy nasze kontakty to już wynik przywiązania i jakichś uczuć czy może po prostu nasze nie do końca normalne charaktery i ich reakcje. Obudź się, człowieku. Zobacz, to ma swoje powody. Obudź się i zareaguj. Chcę jasności. A kiedy ją mam, udaję że się przesłyszałam i brnę w to dalej.
Choć oczyma wyobraźni widzę uwieńczenie starań i mój odwrót na pięcie. Jak najdalej, w przeciwną stronę.
Choć oczyma wyobraźni widzę uwieńczenie starań i mój odwrót na pięcie. Jak najdalej, w przeciwną stronę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)